Lubisz przenosić się w magiczny świat, a zarazem pewnie stąpać po ziemi? Lubisz tajemnice, a za razem by było wszystko proste i jasne? Lubisz gdzieś pędzić w życiu, ale także odpocząć czasami? Lubisz historię, a także teraźniejszość?
Wchodząc na salę i zmierzając na swoje miejsce, można było wsłuchać się w delikatną muzykę
i intrygujący głos Nataszy Topor i to działo się na żywo. Scena, widownia, przestrzeń dla muzyków – wszystko jest jednym i to jedno jest lekko zamglone. Pomiędzy tymi elementami jest cieńka granica, która momentami się zaciera. Będąc wtedy w tamtym miejscu, miało się poczucie spowolnienia, pewnej magii i tajemnicy. Pojawiła się ogromna ciekawość w głowie, a w duszy niekontrolowane zadowolenie – właściwie nie wiadomo jeszcze, z czego. Ten moment przerywają spływające na widownię i scenę ogromne białe balony. Pojawia się sześciu na biało ubranych tancerzy. Wędrują po scenie, delikatnie podbijając balony. Ta magia trwa – balony, tancerze, muzyka, delikatne światło… I nagle zaczynają biegać. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty
i wreszcie szósty – pędzą, spieszą się, wyprzedzają się. Pierwsze skojarzenie: wyścig szczurów.
Stop!
Bo czasem trzeba się zatrzymać.
Białe postacie zaczynają tańczyć solo, zgodnie z rytmem muzyki, która cały czas się rozwija, ukazuje kolejne brzmienia. Zaczynają się dostrzegać nawzajem, wchodzić w interakcje. Ich ciała tworzą figury. Niejednokrotnie choreografia jest oparta na prostych ruchach ramion, skoordynowanych z marszem – w dalszym ciągu w prostokątnej przestrzeni, w której centrum znajduje się zespół muzyczny (Natasza Topor i Bez Różu Ani Rusz – instrumenty, smyczkowe, syntezator, perkusja i gitara basowa i niesamowity wokal). To połączenie przestrzeni muzyków, tancerzy i widowni przypomina mi budowę Ziemi. W centralnej części – jądrze Ziemi, znajdowali się muzycy. Następnie płaszcz Ziemi – przestrzeń dla tancerzy, którzy cały czas przemieszczali się po niej wśród ogromnych balonów, raz wolniej, raz szybciej, ale cały czas do przodu – tylko czasem się zatrzymywali. Taki pomysł na przestrzeń pozwalał oglądać spektakl z każdego miejsca. Na końcu, po zewnętrznej stronie widownia, usadowiona dookoła – skorupa Ziemi.
W spektaklu Uroda Życia, pomysłu Karoliny Garbacik z Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca, dużo się dzieje – jak w życiu, naszej ziemskiej wędrówce. Ciągły ruch, przepływ emocji, oddawanie i przyjmowanie ciężaru, bycie w grupie, duecie i bycie samotnym. Bycie w równowadze i poza nią. Czyż nie można tego porównać do naszej egzystencji? Szczęście, śmierć i marzenia.
Tytuł Uroda Życia nawiązuje do przedwojennego filmu o tym samym tytule. W filmie grała Nora Ney, która pochodziła z okolic Białegostoku. Nawiązanie było delikatne, widoczne poprzez pojawianie się przedwojennych fotografii na półprzezroczystych ekranach, które jak cztery strony świata były zawieszone nad zespołem muzycznym.
Spektakl na pewno pozostanie w mojej pamięci. Świetny pomysł na połączenie innowacyjnej sceny, muzyki na żywo, wielkich balonów, Nory Ney i jej historii oraz tematu naszej ludzkiej codzienności i ciągłego zabiegania. Fakt, który również należy docenić to, iż spektakl mógł zobaczyć każdy
i Ten Każdy z tego spektaklu wyniósł coś dla siebie. Mi trochę zabrakło głębokości, podcięcia kolan, większego dramatyzmu. Mną zawładnęła ta błogość, ulotne balony i biały nieskazitelny – wręcz idealny – obraz, a przecież świat ma różne odcienie…